"Wigilia tuż tuż, a pierniczki jeszcze nie gotowe" - pomyślałam rano,
mając tę możliwość z racji, że świat się nie skończył. Wstałam,
wyprowadziłam zniecierpliwionego Kłaka i wyjęłam z lodówki zagniecione
wczoraj wieczorem aromatyczne pierniczkowe ciasto. Wałkowanie,
wykrawanie, pieczenie, wałkowanie, wykrawanie, pieczenie i tak do 17:00.
Efekt oraz przepis poniżej. Pozostało jeszcze udekorować. Podobnie jak
choinkę, która póki co w niepełnej krasie mruga światełkami.
"Gwiazdki na Gwiazdkę" - przepis zaczerpnięty z książki Małgorzaty
Musierowicz "Musierowicz na Gwiazdkę", a przeze mnie trochę
zmodyfikowany.
35 dag miodu (ja dałam gryczany)
35 dag cukry (dałam trzcinowy)
2 łyżeczki sody oczyszczonej, rozpuszczonej w 1/2 szklanki wody
paczka przypraw do pierników
1 łyżeczka ciemnego kakao
Oprócz tego z własnej i nieprzymuszonej woli dodałam: ok. 3 łyżek mąki
żytniej, świeżo starty cynamon, świeżo startą gałkę muszkatołową oraz
zagotowane z masłem i odrobiną wody świeże ziarenka z laski wanilii.
3/4 kg mąki zmieszać z przyprawami i kakao. Zagotować miód (nie
gotowałam, traci wtedy swoje zdrowotne właściwości, po prostu
rozpuściłam). W garnuszku zbrązowić, mieszając, 80 g cukru, zalać połową
szklanki wody, zmieszać i wlać tak powstały karmel do mąki. Dodać
resztę cukru, roztrzepane jaja i masło. Zmieszać, zagnieść. Pozostałe
ćwierć kg mąki służy do podsypywania ciasta przy ugniataniu. Zagniecione
do gładkości ciasto może dojrzewać przez tydzień, najlepiej w lodówce.
Potem: rozwałkować na 1/2 cm i wykrawać wzorki. Piec w temp. 175-180 st.
C (nie wiem, jak długo - tak, aby nie spalić). :):):)
PS. Moje ciasto leżakowało jedną noc, chociaż ostatnio dojrzewało przez tydzień w glinianej doniczce.